wtorek, 24 maja 2022

 

Katecheta w kryzysie cz. 1

 

Katecheta jest ciągle „dla”. Jest dla Boga, jest dla Kościoła, jest dla uczniów, prywatnie dla swojej rodziny. Czasem potrzeba, by ktoś był dla katechety. Ten tekst dla katechetów, którzy przeżywają kryzys wiary, którzy potrzebują dostrzec, że jest też ktoś (Ktoś) dla nich.

 

Słowem wprowadzenia

            Średnia wieku katechetów wskazuje, iż jest to grono wychowane na poprzednim „Dyrektorium ogólnym o katechizacji”.  Zatem grono to pamięta, że katecheza ma za zadanie rozwijanie poznania wiary, wychowanie liturgiczne, nauczanie modlitwy, formację moralną, wychowanie do życia wspólnotowego, wprowadzenie do misji[1] i w związku z tym jest  zadaniem wymagającym. Gdy do tego dołoży się szkolną rzeczywistość czyli zgodność pracy z prawnymi wymogami względem procesu nauczania, ilość biurokratycznych dokumentów do wypełnienia, tworzenia i napisania, udział w radach pedagogicznych, wywiadówkach, szkoleniach, bieganinę między salą a korytarzem, by zdążyć na dyżur to zadanie katechizacji staje się tym bardziej wymagające. Jeśli do tego dołączyć presję ze strony rodziców w postaci nadwrażliwości na najmniejsze uchybienie ze strony nauczyciela skłonne zakończyć się sprawą w kuratorium wówczas zadanie wydaje się być przerażające. Gdy zaś do tego wszystkiego dojdzie jeszcze nie tak znowu rzadko występujący wymóg różnych obowiązków na parafii zadanie katechizacji zdaje się przerastać możliwości człowieka. A przecież to nie wszystko, bo  katecheta ma być jeszcze świadkiem wiary! Sformułowanie to brzmi jak guzik dopinający wszystko, klamra zwierająca w sobie wszystkie powyższe rzeczywistości i zadania. Cokolwiek katecheta robi, jakiekolwiek zadanie wykonuje ma być w tym świadkiem wiary. Co jednak w sytuacji, gdy katechetę dopada kryzys wiary?



[1] Por. DOK 23

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

  Po... andrzejkowo... Dziwne... Czemu rodzice, którzy przekazali dar życia, którzy troszczą się o zdrowie swoich pociech, dbają o ich rozwó...