Katecheta w kryzysie cz. 1
Katecheta jest ciągle „dla”. Jest dla Boga, jest dla Kościoła, jest dla uczniów, prywatnie dla swojej rodziny. Czasem potrzeba, by ktoś był dla katechety. Ten tekst dla katechetów, którzy przeżywają kryzys wiary, którzy potrzebują dostrzec, że jest też ktoś (Ktoś) dla nich.
Słowem wprowadzenia
Średnia
wieku katechetów wskazuje, iż jest to grono wychowane na poprzednim
„Dyrektorium ogólnym o katechizacji”. Zatem
grono to pamięta, że katecheza ma za zadanie rozwijanie poznania wiary,
wychowanie liturgiczne, nauczanie modlitwy, formację moralną, wychowanie do
życia wspólnotowego, wprowadzenie do misji[1]
i w związku z tym jest zadaniem
wymagającym. Gdy do tego dołoży się szkolną rzeczywistość czyli zgodność pracy
z prawnymi wymogami względem procesu nauczania, ilość biurokratycznych
dokumentów do wypełnienia, tworzenia i napisania, udział w radach
pedagogicznych, wywiadówkach, szkoleniach, bieganinę między salą a korytarzem,
by zdążyć na dyżur to zadanie katechizacji staje się tym bardziej wymagające.
Jeśli do tego dołączyć presję ze strony rodziców w postaci nadwrażliwości na
najmniejsze uchybienie ze strony nauczyciela skłonne zakończyć się sprawą w
kuratorium wówczas zadanie wydaje się być przerażające. Gdy zaś do tego
wszystkiego dojdzie jeszcze nie tak znowu rzadko występujący wymóg różnych
obowiązków na parafii zadanie katechizacji zdaje się przerastać możliwości
człowieka. A przecież to nie wszystko, bo
katecheta ma być jeszcze świadkiem wiary! Sformułowanie to brzmi jak
guzik dopinający wszystko, klamra zwierająca w sobie wszystkie powyższe rzeczywistości
i zadania. Cokolwiek katecheta robi, jakiekolwiek zadanie wykonuje ma być w tym
świadkiem wiary. Co jednak w sytuacji, gdy katechetę dopada kryzys wiary?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz